Strona głównaO mnieMoja historiaForumKontakt
Ogólne pojęcie straty
Czy czas leczy rany
Rola żałoby
Etapy żaloby
Co się dzieje z emocjami po stracie
Jak pomóc osobie osieroconej?
Lista życzeń osieroconcych rodziców
Przydatne linki
Wywiad w Radio Hobby 7.02.2010

Wizyty dzisiaj:13
Wizyty ogólnie:178235
Historia Agnieszki - strata chłopaka

Mamna imię Agnieszka, w tym roku skończę 25 lat. Mieszkam w akademiku, 100 km od miasta, z którego pochodzę.

Mój świat zawalił się 19.06.2009. Tego dnia dowiedziałam się, że mój chłopak, Irek, nie żyje. Pomimo tego, że wszystko runęło, cały czas miałam świadomość, że czas nie stanął w miejscu, a płynie nadal. I nie będzie czekał na mnie, czy się pozbieram. Dlatego od tamtego dnia cały czas walczę, by przywrócić mojemu życiu odpowiednie kolory, nie tylko odcienie szarości.

Z Irkiem znaliśmy się ponad rok. Poznałam go dzięki koleżance, która pochodziła z moich okolic. Wybrałyśmy taki sam kierunek studiów i zamieszkałyśmy razem w akademiku. Irek był jej kuzynem.

Różnie między nami bywało, pomimo wielkiego uczucia. Oboje należeliśmy do osób niezwykle upartych, zawziętych i niestety, skrytych. Być może to nas zgubiło. Mieliśmy za sobą rozstanie, wielki powrót. Nigdy nie pożałowałam, tego że do niego wróciłam. Po powrocie sprawa wyglądała coraz poważniej, rozmawialiśmy o naszym ślubie, kiedy zdecydujemy się na dziecko. Mieliśmy wychować dwoje dzieci. W spokoju i miłości. Dla Irka spokój był bardzo ważny. Nie miał go w domu, jego ojciec zawsze coś znalazł, by mu dogryźć, skrytykować, nakrzyczeć.

Jaki był mój ostatni kontakt z Irkiem? 17.06.2009 rozmawialiśmy na gadu. Trwała akurat sesja egzaminacyjna, Irek był 100 km ode mnie, ale ze wszystkich sił mnie wspierał. Do końca zostały mi jeszcze 3 egzaminy: jeden lekki i 2 mniej przyjemne. W pewnym momencie musiałam na chwile przestać pisać, poprosiłam więc Irka by na mnie poczekał. Kiedy się do niego odezwałam, odpisał mi, żebym teraz ja na niego poczekała, bo coś mu się instaluje na komputerze. To było jego ostatnie słowa do mnie. Już się nie odezwał….Już nigdy się nie odezwał….

Byłam wściekła na niego, po 2 godzinach poszłam spać. Następnego dnia zdałam ten lżejszy egzamin, napisałam smsa, że jeżeli go to interesuje, właśnie zdałam egzamin. Nie dostałam raportu, zaczęłam się niepokoić. Pisałam na gadu, bez skutku. Dzwoniłam, ale się nie dodzwoniłam. Jak się kładłam spać, ogarnęło mnie bardzo złe przeczucie. Jednak starałam się odgonić złe myśli. W nocy miałam dziwne sny. Pamiętam ranek  19.06.2006. Po przebudzeniu wiedziałam: zaraz dowiem się czegoś złego. No i dowiedziałam się. Do pokoju weszła koleżanka, z telefonem w ręku. Zapytałam, co się stało. Jednak w głębi duszy znałam już prawdę. Koleżanka wypowiedziała słowa, które utkwią mi w pamięci chyba już na zawsze: „Irek nie żyje. Powiesił się”.

Pierwsza reakcja? Kompletna pustka. Zupełna czarna dziura. Później pojawiły się myśli: to nie może być prawda. Ja w to nie wierzę. Usiadłam, zamknęłam oczy. Zapytałam, jak to się stało.

W wtedy, gdy pisaliśmy na gadu, do Irka pokoju wkroczył jego ojciec. Był pijany. Zaczął się czepiać Irka o wszystko, między innymi o to, że się jeszcze nie ożenił (!!!). Irek dostał szoku. Zaczął wszystkim rzucać, potrzaskał wszystko: komputer, telefon. Więc moje smsy trafiały już w przestworza…

Następnego dnia Irek wyszedł z domu rzucając krótkie: „wyprowadzam się”. Nikt go nie zatrzymał…Ojciec w tym czasie był na izbie wytrzeźwień. Dopiero po jakimś czasie rodzinka postanowiła, że może Irusia trzeba poszukać. No i szukali. Nie znaleźli go tego dnia…
Irka znalazł następnego dnia rano jego wujek. Mój ukochany wisiał na gałęzi w lesie.

Co się działo ze mną dnia, w którym się dowiedziałam o śmierci? Najgorszy dzień mojego życia. Piekło. Po ogólnym wstrząsie przyszedł czas na łzy. Płakałam bez przerwy. W pewnym momencie zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do łazienki, zwymiotowałam. I tak już było cały dzień. Płacz, wymioty, brak łaknienia. Niesamowity ból głowy od płaczu. Bolała mnie cała twarz, wszystkie zatoki: czoło, nos, oczodoły.

Nie rozumiałam, dlaczego ludzie chodzą po korytarzu akademika i się uśmiechają. Dlaczego opowiadają sobie jakieś wesołe historie. I w ogóle, dlaczego wszyscy żyją swoim życiem. Przecież mój ukochany nie żyje…

To był najgorszy piątek mojego życia. Nie byłam w stanie wrócić do domu pociągiem, zadzwoniłam po tatę, żeby po mnie przyjechał.

Koleżanka wracała razem z nami. Ona też cierpiała, ale obie wiedziałyśmy, że z nas dwóch to ja cierpię bardziej.

Myślałam tylko o tym , żeby się położyć. Iść spać. Może się już nie obudzić? Nie wiem. Zaraz po powrocie do domu położyłam się. Mamy jeszcze nie było w domu. Babcia przykryła mnie kocem, popatrzała na mnie i zaczęła płakać. Gdy wróciła mama, podała mi środek uspokajający polecony przez aptekarkę. Leżałam i wiedziałam, że w poniedziałek mam egzamin. Powiedziałam do rodziców: „załatwcie mi jakieś zwolnienie, ja nie dam rady”. Mama przekonała mnie, żebym poniedziałkowy egzamin przełożyła na inny dzień a do następnego, czwartkowego, normalnie podeszła.

Sobota, 20.06.2009. pojechaliśmy do kaplicy. Bałam się tam wejść. Bałam się zobaczyć go w trumnie. Bałam się konfrontacji z tą rodziną. Myślałam wtedy, że zawinił tylko ojciec. Jak się później dowiedziałam, zawiniła większość… w sumie to nie była winna tylko bratowa i chrześnica.

Straszne przeżycie. Mój Iruś w trumnie. Kupiłam mu białe róże, położyłam w nogach. Irek był za szybą, w lodówce. Nie mogłam go dotknąć, a tak bardzo chciałam. Był tak bardzo niepodobny do siebie. Na twarzy widziałam cierpienie…

Niedziela, 21.06.2009. Pogrzeb. Irka wyjęli na wierzch. Mogłam dotknąć jego dłoni. Już nie była tak ciepła, jak kiedyś…. Już nie odwzajemniła uścisku…

Cały czas miałam tą świadomość, że miłości się nie zakopie pod ziemią tak jak ciało. Wiedziałam, że najgorsze przede mną, że będę bardzo cierpieć. Cały czas czułam Irka przy sobie. Tak, był na swoim pogrzebie. Był przy mnie, trzymał mnie za rękę. No i ten straszny ból. Jakby jakaś niewidzialna siła wyrywała mi serce.

W niedzielę wieczorem musiałyśmy z koleżanką wrócić do akademika, żeby w poniedziałek rano, przed egzaminem, iść do wykładowcy i powiedzieć prawdę. Zgodził się, żebyśmy zdawały tydzień później. Okazał się człowiekiem.

Z czwartkowym egzaminem trzeba się było jakoś uporać. Zdawałam sobie sprawę, jaki może być wynik. W czasie nauki odstawiłam tabletki uspokajające, bo spowalniały pracę mózgu. Ale bez nich ciągle płakałam. Koleżankę to irytowało. Przestałyśmy się dogadywać, resztki naszego koleżeństwa gdzieś zanikły.

Zdałam ten egzamin. Wiem że to był cud, umiałam może 1/10 całego materiału. Ale wykładowca zadawał mi tylko takie pytania, na które umiałam odpowiedzieć. Jakby mu ktoś je wkładał do głowy. Wyszłam z sali z 4. Mój ukochany czuwał nade mną, abym miała całe  3 miesiące wakacji. Jak zapisywałam na tablicy odpowiedzi, czułam, że on patrzy mi przez ramię, że jest blisko. To straszne czuć kogoś fizycznie, ale nie móc się z nim porozumieć…

Tylko szkoda że między mną a koleżanką się wszystko popsuło. Ja nie rozumiałam dlaczego ona puszcza muzykę, tak bardzo mnie to irytowało. Ją denerwowała cisza. Do domu pakowałyśmy się w milczeniu.


Powrót do domu. Wakacje. Mama się postarała, żebym jak najszybciej trafiła pod opiekę psychologa. Kochana Mamusia. Ona cały czas była przy mnie. Ona nie bała się rozmawiać ze mną o tym, co się stało.  Też to bardzo przeżywała.

W wakacje odpoczywałam od zmęczenia fizycznego, ale wiedziałam, że psychicznie będę cierpieć jeszcze długo. Nie powróciłam jednak do brania tabletek. Bałam się, że się od nich uzależnię.  Dodam, że jestem osobą silną psychicznie, jednak przez to wydarzenie moja siła była wystawiona na bardzo ciężką próbę. Walczyłam. Cały czas walczyłam. Psycholog tłumaczył mi, żebym nie tłumiła swoich uczuć. Kiedy chce mi się płakać, mam płakać. Jak mam ochotę jechać na cmentarz, muszę to spełnić. Jak chcę krzyczeć, mam do tego prawo. Nie muszę udawać przed światem, że jestem silna, że wszystko jest ok. nie muszę śmiać się, jak mam ochotę płakać. Stosowałam się do jego rad i to mnie chyba uchroniło przed całkowitą depresją.

Oprócz mamy i psychologa, pomogły mi dwie koleżanki: Monia i Ewelina. Dziś wiem, że one są dla mnie kimś więcej niż koleżankami. To moje przyjaciółki. Tak, tak. W takich okresach człowiek widzi, kto jest jego prawdziwym przyjacielem. Inni się bali ze mną o tym rozmawiać, a one nie. Monia straciła kiedyś dziecko. Powiedziała mi , że wie jak bardzo ważna dla mnie jest rozmowa. A Ewelinka? Kiedy inne koleżanki chciały ode słyszeć tylko żarty, ona potrafiła wziąć mnie „na stronę” i powiedzieć, że jestem silna, że we mnie wierzy.

W wakacje spotkałam się z rodzicami Irka. Długo się wahałam, czy zdecydować się na to spotkanie, ale pewnej nocy Iruś mi się przyśnił. Uznałam to za znak. Cieszę się że się na to zdecydowałam, bo dowiedziałam się całej prawdy. Zawinił nie tylko ojciec. A koleżanka ukryła przede mną pewne fakty. Irkowi nikt nie pomógł. Jego matka zamiast załagodzić całą sytuację, odciągnąć pijanego ojca, jeszcze dolała oliwy do ognia. Ona też wyzwała Irka. Brat najpierw schował przed Irkiem kluczyki do samochodu, ale później mu je dał. Mój Ukochany jeździł w nocy (!!!) w ciężkim szoku (!!!). brak słów. Siostra Irka powiedziała mojej mamie na pogrzebie, że razem z matką próbowały „sklejać” rodzinę. Dążyły, żeby Irek nie wyprowadził się z domu.

Ja naprawdę nie wiedziałam że on ma tam taki sajgon, ukrywał to przede mną. Jak wspomniałam na początku, oboje byliśmy skryci. I to nas zgubiło… Dlaczego byłam tak daleko od niego? Jak bym była bliżej, widziałabym go częściej i może bym zauważyła, że jest smutny albo coś.

To cud, że ja po tym wszystkim nie miałam typowych myśli samobójczych. Tylko czasem, jak przechodziłam przez ulicę, myślałam sobie: „a może mnie coś przejedzie”. Wiem, to straszne. Nienawidziłam siebie za takie myśli.

Były dni, kiedy naprawdę nie widziałam sensu wstania w łóżka. Odczuwałam fizyczne zmęczenie tym wszystkim. Ale jednak zawsze wstawałam. Walczył. Czułam każdą cząstką, jaka to jest ciężka walka. Żeby wstać, umyć się, ubrać, pomalować. Wszystko to było bardzo trudne, ale udawało mi się. Myślę, że po prostu odpowiednio wcześnie trafiłam do dobrego psychologa, to mnie uratowało.
Od dnia kiedy dowiedziałam się o śmierci stałam się innym człowiekiem. Moja pewność siebie zmalała do zera. Teraz powoli ją odbudowuję. Dobrze mi idzie, piszę pracę magisterską, staram się. Na mojej twarzy coraz częściej gości szczery uśmiech, jednak to nadal nie jest to. Przez kilka miesięcy chodziłam całkowicie  smutna. Dziś już nie obwiniam się o śmierć Ukochanego. A był czas że się obwiniałam. Nie mogę też powiedzieć, że znienawidziłam jego rodzinę. Nie odczuwam nienawiści, ale odczuwam żal, i chyba już się tego nie pozbędę. Najważniejsze. Wybaczyłam Irkowi to co zrobił. Stwierdziłam, że bez sensu żebym się zastanawiała, czy mnie kochał, czy nie. Czy pomyślał o mnie jak się wierzył. Nie mam prawa go oceniać i nikomu na to nie pozwalam. Jak spotkamy się w raju, wszystko sobie wyjaśnimy. Czyli nieprędko. Myślę jednak że mnie kochał mimo wszystko. Tylko załamał się, potrzaskał  swoje rzeczy i przestraszył się, że mi się to nie spodoba. Śni mi się czasem i wiem, że nadal przy mnie jest.

Wsłuchuję się w innych ludzi. Jak ktoś mówi, że nie ma po co żyć, tłumaczę mu, że tylko mu się tak wydaje. Bo człowiek myśli że nic nie zostawi po sobie, a tak naprawdę zostawia mnóstwo problemów.

Czasem zdarzają mi się bardzo smutne dni. Jest ich coraz mniej, ale nadal są. Wtedy płaczę, nie chcę żeby ktoś mnie oglądał. Coraz mniej rozmawiam o tamtej sprawie, nawet już tego nie chcę. Najgorzej jest, kiedy myślę sobie, że to nie prawda że Irka nie ma. Tak naprawdę to on chciał ze mną zerwać, ale nie wiedział jak mi to powiedzieć i gdzieś się schował. A wszyscy wmówili mi tą całą śmierć. Wiem, to okropne. Jednak nie czuję się jak wariatka. Psychika ludzka płata nam różne figle, podpowiada błędne scenariusze. To nie oznacza tego, że jesteśmy niezrównoważeni  psychicznie.

Mam swoje plany na przyszłość. Niedługo skończę studia. Nadal myślę, że kiedyś wyjdę za mąż, będę miała dzieci. Tylko jeszcze nie pogodziłam się tak do końca z tym, że to nie obok Irka będę się budzić każdego poranka.

 
Kalendarium
Dni skupienia
Wsparcie Po Stracie
Wspólny kącik
Szkolenia
© 2017