Strona głównaO mnieMoja historiaForumKontakt
Ogólne pojęcie straty
Czy czas leczy rany
Rola żałoby
Etapy żaloby
Co się dzieje z emocjami po stracie
Jak pomóc osobie osieroconej?
Lista życzeń osieroconcych rodziców
Przydatne linki
Wywiad w Radio Hobby 7.02.2010

Wizyty dzisiaj:13
Wizyty ogólnie:178235
Historia Ani i Kamila - Jeszcze się spotkamy

Celowo nie napisałam moja, tylko nasza – jego i moja.. Zaczęło się w liceum, klasa maturalna, mieliśmy po 19 lat. Licealne uczucie, jeszcze trochę niedojrzałe Pamiętam jego wzrok. Był wpatrzony we mnie jak w obrazek. Pamiętam siebie, wtuloną w jego ramiona, jego dotyk, tak czule mnie przytulał, tulił do siebie jak najcenniejszy skarb. Do dzisiaj czuję jego dotyk, pamiętam jak kiedyś tak bardzo mocno mnie przytulił, chyba nikt nigdy nie przytulił mnie równie mocno jak on wtedy. Wspomnienie ciepła jego rąk pozostanie we mnie do końca moich dni. Najpiękniejszy koncert życia spędziłam w jego ramionach, a moje najwspanialsze wspomnienia noszą jego imię. Kamil … Chciał mnie zabrać na studia do Wrocławia. Gdy wychodziłam z pisemnej matury, to prosto do niego. Byliśmy tacy młodzi, całe życie przed nami, wszystko wydawało się takie proste. Imprezowaliśmy, byliśmy szczęśliwi.. Nikt wtedy nie myślał o chorobach, o śmierci, to były jakieś odległe problemy, które nas nie dotyczyły. Nasze życie to była szkoła, matura, plany na studia i przyszłość, imprezy, koncerty, nasze splecione dłonie i przytulone ciała.

Minęło parę lat, kontakt się jakoś dziwnie urwał, sama nie wiem dlaczego. Po latach się do mnie odezwał, zaczęliśmy rozmawiać, wróciły wspomnienia. Byliśmy starsi o parę lat, ale tak naprawdę ciągle tacy sami. Ja – zagubiona, walcząca o chłopaka, którego powinnam sobie darować. I on, mówiący „pamiętaj, że tak naprawdę każdy jest taki sam, każdy jest takim samym świnią” . Miał rację, dziś to wiem. Każdy jest taki sam, jedynie on był inny. Nad wyraz dojrzały, myślący najpierw o innych, a dopiero potem o sobie. Pomagał wszystkim, wspierał, pocieszał, zawsze uśmiechnięty, wieczny optymista. Białaczka przyszła niewiadomo skąd, walczył dzielnie, nie tracił nadziei, wierzył, że wygra, że wszyscy wygramy. Cierpliwie powtarzał, że będzie dobrze. Czekał na dawcę szpiku. Nie poddawał się. Miało się udać, bo przecież nam w życiu wszystko miało się udać. Takie naiwne plany i marzenia… Myślałam, że jeszcze razem gdzieś wyjedziemy, że może będziemy razem, że nadrobimy stracony czas. Nic z tego :-(. To mogło być nasze randez-vous po latach, a jest randez-vous na cmentarzu :-(  Nie wiem jak to mogłoby się skończyć, domyślam się tylko :-) Odszedł… Przeszczep się nie przyjął, nie było nadziei, wszystko się zawaliło, on umarł… Do dzisiaj nie rozumiem jak to się mogło stać, mam wrażenie, że ktoś sobie żartuje, że to jakiś koszmarny sen, z którego zaraz się obudzę. Cały czas myślę, że to jednak się nie wydarzyło, że on zaraz się do mnie odezwie, że przyjdzie.. Nie wierzę w to wszystko. Gdy dostałam smsa z wiadomością, że on odszedł, myślałam, że ktoś sobie robi żarty..  Wydaje mi się, że to ktoś inny odszedł, że on zaraz do mnie napisze, że się spotkamy. Rzeczywistość wygląda jak wygląda – on nie żyje, ja zostałam, chociaż chwilami zastanawiam się po co.. Skoro jego tu nie ma, to może powinien zabrać mnie ze sobą. Nie radzę sobie z tym, mam żal do całego świata, chce mi się płakać, krzyczeć, wyć, chcę, by wrócił. On zawsze powtarzał „będzie dobrze”, to on we mnie wierzył, wspierał, pocieszał.. A dziś ? Zostałam bez niego na tym brutalnym świecie, ze swoim bólem, żalem, tęsknotą. Bardzo długo nie docierało do mnie co naprawdę się stało, żyłam w transie, nie wiedziałam gdzie jestem, co robię, żyłam z dnia na dzień z pozornym uśmiechem na twarzy i takim wewnętrznym bólem, że zastanawiałam się czy warto dalej żyć. Miałam i nadal mam ochotę wykrzyczeć światu, że go nienawidzę. Nie mam pojęcia, jakim prawem świat dalej się kręci, jak ludzie mogą się śmiać, słońce świecić, rośliny kwitnąć.. po co to wszystko? Przecież wszystko powinno skończyć się w momencie jego odejścia, razem z nim umarło wszystko, moje najpiękniejsze wspomnienia, niedokończone rozmowy, niespełnione plany, marzenia.. Na pogrzebie dotarło jeszcze brutalniej, że coś się skończyło.. Zastanawiałam się co ja tutaj robię, gdzie on jest.. Chciałam, żeby ktoś powiedział, że to nieprawda, że to nie on umarł. Nie rozumiałam do końca, że taka tragedia się naprawdę wydarzyła, że spotkała jego– najwspanialszego chłopaka, jakiego tylko poznałam w swoim życiu, nadal nie rozumiem dlaczego właśnie on. Zadaję to pytanie nieustannie, odpowiedzi brak. Zaczął się koszmar – przeryczane noce i poranki, gdy otwierałam oczy i dziwiłam się jak to możliwe, że cały czas budzę się żywa.. Płakałam ciągle – w nocy, w dzień, na cmentarzu -gdy stałam nad jego grobem i prosiłam, żeby to była jednak nieprawda, płakałam do telefonu przyjaciółce, w tramwaju, autobusie, na ulicy.. Wyłam jadąc samochodem, czasem słabo widząc drogę. Stałam na cmentarzu, patrzyłam na grób, tonący w kwiatach i nie wierzyłam, ciągle do końca to do mnie nie docierało. Nie byłam w stanie pojąć jakim prawem, dlaczego, jak to możliwe.. Najgorsze jest jedno pytanie – dlaczego właśnie on? Dlaczego, dlaczego, dlaczegooooooo? Pytania bez odpowiedzi. Chciałam za wszelką cenę cofnąć czas i powrócić do czasów, gdy byliśmy tak szczęśliwi, gdy tulił mnie do siebie..

Nadal chcę. Pamiętam ciepło jego ramion, nasze splecione dłonie, jego dotyk, jego usta.. Nasze naiwne marzenia, z których zostało jedno wielkie nic :-(  Nasze wieczorne rozmowy na gg, jego troska o mnie, marzenia.. – zabrano mi to wszystko.. Wszystko mi go przypominało, wyjechałam z naszego wspólnego miasta.. Wyjechałam na tyle daleko, by nie musieć codziennie mijać jego grobu i na tyle blisko, by móc powracać tam co weekend, opowiadać mu co u mnie, prosić o rady, płakać, mówić, milczeć.. Wierzę, że on jest gdzieś blisko mnie i pomoże mi przejść przez życie, wiem to, jestem tego pewna. Nigdy nie pogodzę się z jego śmiercią, miał wszystko przed sobą. Jestem szczęśliwa, że mogłam poznać taką osobę. Dziękuję Bogu i światu , że postawił go na mojej drodze. Chciałabym, by był teraz ze mną.. Ale cóż – widocznie miejsce aniołów jest w niebie..

Muszę przeżyć swoje życie, proszę go, by mi pomógł, by wziął mnie za rękę i przeprowadził przez życie. Czasami boję się wszystkiego, bez niego nawet mały problem jest za trudny, to on we mnie wierzył i mnie wspierał, dziś robi to nadal, tylko trochę inaczej, z góry.. A ja, tutaj na dole, próbuję sobie jakoś to wszystko wytłumaczyć. Żyję dalej, zmieniłam się, przewartościowałam swój świat. Niby jestem taka sama jak kiedyś, ale jednak całkiem inna, jakaś część mnie umarła razem z nim. Parafrazując słowa pewnej piosenki – nic mi nie daje większej wiary w życia sens niż fakt, że na końcu swojej drogi ponownie Cię spotkam, Kamilku [*] Nie mówię żegnaj, bo my się nie żegnamy, jeszcze się spotkamy.. Mówię jedynie – do zobaczenia, mój Aniele [*]

 
Kalendarium
Dni skupienia
Wsparcie Po Stracie
Wspólny kącik
Szkolenia
© 2017