Strona głównaO mnieMoja historiaForumKontakt
Ogólne pojęcie straty
Czy czas leczy rany
Rola żałoby
Etapy żaloby
Co się dzieje z emocjami po stracie
Jak pomóc osobie osieroconej?
Lista życzeń osieroconcych rodziców
Przydatne linki
Wywiad w Radio Hobby 7.02.2010

Wizyty dzisiaj:13
Wizyty ogólnie:178235
Historia Basi - pożegnanie

Mam na imię Basia, moje życie straciło sens 25 czerwca 2005 roku, a właściwie 27 czerwca. W tym czasie kończyłam drugi rok studiów i mieszkałam 300 km od mojego domu. Miałam sesje i przede mną były jeszcze dwa egzaminy, a wiedziałam, że za tydzień pojadę na wakacje i będę mogła więcej czasu spędzić z Rodziną. Mój Tata był ciężko chory, jeździł na wózku inwalidzkim, (to była nieuleczalna choroba zaniku mięśni - stwardnienie zanikowe boczne ALS) i tym bardziej nie mogłam się doczekać powrotu do domu, żeby pomóc Tacie
i spędzić z nim jak najwięcej czasu.

27 czerwca wróciłam z przedostatniego egzaminu do akademika i w tym momencie dostałam telefon od Mamy. Pamiętam tylko że mówiła, że coś strasznego się stało, nie dałam jej dokończyć, byłam pewna, że Tata nie żyje, że nie zdążyłam się z nim pożegnać… Rzuciłam słuchawką, zaczęłam krzyczeć, wyć, ryczeć, nie widziałam co się ze mną dzieje. Potem pamiętam tylko że znowu rozmawiałam z Mamą i mówiła mi, że to nie Tata (poczułam ulgę), więc tylko mi do głowy przyszło, jak nie Tata, to musi być Babcia, a jednak prawda była jeszcze inna … to był mój jedyny Brat Krzyś, który został śmiertelnie potrącony na ulicy. Gdy to usłyszałam, przestałam histeryzować, w jednym momencie wmurowało mnie, patrzyłam tylko w jeden martwy punkt i świat się dla mnie zatrzymał, nic do mnie nie docierało, czułam się jak „za szyba” jakby wszystko stanęło w miejscu. I nie mogłam uwierzyć, zaczęłam się buntować jak to wypadek?????, najpierw myślałam, że z kimś jechał samochodem i czułam ogromną złość, po co wsiadał do jakiegoś samochodu!!!!!!!, ale potem zrozumiałam, że przechodził przez ulicę…… Pamiętam jeszcze, że rzuciłam się na łóżko
i płakałam, krzyczałam…….. .

Z pomocą przyjaciółek Ani i Madzi, które niesamowicie mnie wspierały poszłam na uczelnię załatwić przełożenie egzaminu. Potem zawiozły mnie do domu samochodem. To była najgorsza i najdłuższa podróż w moim życiu… . Zamiast normalnych wakacji wróciłam na pogrzeb własnego Brata, przed którym było jeszcze całe życie, miał zaledwie 18 lat i był dobrze zapowiadającym się piłkarzem… . Tydzień przed śmiercią został nagrodzony pucharem za największe piłkarskie odkrycie roku 2005. Nie udało mi się w tym meczu uczestniczyć… . Nie potrafię sobie do tej pory przypomnieć kiedy ostatni raz widziałam się
z Krzysiem…

Na pogrzebie było mnóstwo ludzi, drużyna piłkarska, w której grał
a na trumnie Jego biało-niebieska koszulka z numerem 4 … . Z pogrzebu pamiętam tylko jak kazałam raz odkrywać raz przykrywać trumnę. Krzysiu był taki zmieniony, w ogóle nie podobny do siebie, mówiłam do Niego… .

Nie mogłam patrzeć na bezsilność Taty, z którego uchodziło życie, który siedział przed trumną na wózku inwalidzkim, serce mi się krajało…... .

Wakacje spędziłam opiekując się Tatą. Wszystkie obowiązki, które wykonywał Krzysiek przejęłyśmy razem z Mamą, co nie było łatwe. Mój Brat był wysoki wysportowany, i silny, więc nie sprawiało mu problemu wnoszenie Taty po schodach na plecach (mieszkamy na drugim piętrze), a dla nas był to wielki wysiłek. Tatą trzeba było się cały czas opiekować, myć Go, karmić, przenosić z wózka na łóżko i na odwrót, z czym ledwo sobie radziłyśmy.

Po tak traumatycznych przeżyciach zdrowie Taty się zdecydowanie pogorszyło. Trafił do szpitala na intensywną terapię ok. miesiąc po śmierci Krzysia, to było 7 sierpnia 2005. Musiałam się wziąć w garść, bo trzeba było się zająć ciężko chorym Tatą, nie pozwalałam sobie na płacz, na słabość, chciałam nic nie czuć. Za wszelką cenę próbowałam uciekać…

Przez cały czas byłam przy Tacie razem z Mamą. Codziennie jeździłam do szpitala
i czuwałam przy łóżku, były to bardzo ciężkie chwile patrzeć jak uchodzi życie
z drugiej najukochańszej osoby. Nie zapomnę nigdy twarzy cierpiącego Taty, który był tak bezsilny, to było straszne... .

Pamiętam jednego dnia, gdy siedziałam przy łóżku Taty, pielęgniarka zapytała czy mam rodzeństwo, nie wiedziałam co mam powiedzieć, zamurowało mnie. Nie chciałam mówić przy Tacie, jakoś próbowałam Go chronić i spojrzałam na Niego… Tata ledwo ruszał ustami, ale pokiwał mi głową i z ruchu warg odczytałam, żeby powiedzieć, że mój Brat zginął zaledwie miesiąc wcześniej…… . Tak bezsilna się wtedy czułam… nie mogłam patrzeć na cierpiącego Tate, zarówno psychicznie jak i fizycznie i ja nie potrafiłam mu pomóc… , jedynie mogłam być przy Nim. Tata prawie wcale się nie ruszał, wszystkie mięśnie zanikały stopniowo, nic nie potrafił sam zrobić… . To co czułam jest niesamowicie trudne do opisania…

Najgorszy był okres, gdy musiałam wrócić na studia. Myślałam, że nie dam rady, ale pomogła mi przy tym Mama i przyjaciele. Ten okres był bardzo ciężki, żyłam w lęku, że lada moment dostane telefon, że Tata nie żyje. Starałam się jak najczęściej przyjeżdżać do domu,
a właściwie szpitala… . Na studiach otrzymałam ogromną pomoc moich dwóch przyjaciółek, za co im bardzo dziękuję, były dla mnie ogromnym wsparciem i są do dziś.

10 grudnia 2005 Mama do mnie zadzwoniła, że stan Taty się pogarsza, więc szybko się spakowałam i pojechałam do domu. To była moja druga najgorsza i najdłuższa podróż
w życiu, czułam się fatalnie, płakałam, serce mi waliło, tak się bałam, że nie zdążę się pożegnać… .

11 grudnia dostałyśmy z Mamą telefon ze szpitala, że jest stan krytyczny
i pojechałyśmy, ale do końca nie docierało, że Tata umiera, rozum wypierał wszystko… .

Zdążyłam pożegnać się z Tatą, za co teraz dziękuję Bogu, bo bardzo mi na tym zależało. Okresu od śmierci Taty do powrotu na studia nie pamiętam, wiem że wróciłam
i myślę, że to było nie tylko za pomocą Mamy, przyjaciół, ale także Boga. Zawsze byłam osobą wierzącą, ale często zastanawiałam się nad istnieniem Nieba, Piekła i Czyśćca.
I pamiętam że takie myśli miałam tuż przed śmiercią Krzysia… . Dopiero z czasem moja wiara się pogłębiła, co daje mi ogromną siłę. Wierzę, że się spotkamy kiedyś i dążę do tego, inaczej nie wyobrażałabym sobie teraz życia.

Jednak często mam ciężkie dni, tęsknota, ból towarzyszą mi, ale już mniej, często marzy mi się, żeby się do Nich przytulić… .

Gdy skończyłam studia I stopnia myślałam, że nie dokończę ich już, a mimo to wyjechałam i przez pierwszy rok uciekałam od przeszłości, nie chciałam o tym myśleć, rzadko pozwalałam sobie na płacz, on się pojawiał czasem, ale szybko się uspokajałam. Bardzo często czułam się bezbronna w różnych małych sprawach, często nauka na studiach mnie przerastała, kolokwia, egzaminy, ale z pomocą Bożą i przyjaciół dałam radę, udało mi się je skończyć.

Płacz bardzo mnie oczyszcza i pomaga, pozwalam sobie na niego wśród przyjaciół, wcześniej bardzo często w kościele mi się zdarzało. Przy obcych, jednak próbowałam się hamować, gdyż nadal ten temat jest tematem tabu. Teraz już wiem, że trzeba sobie na to pozwolić, że muszę wykrzyczeć ból, złość, która tkwi jeszcze we mnie.

Korzystałam z pomocy psychologa, ale właściwie nie znał się on na problemie żałoby, dopiero 5 lat po tych przeżyciach znalazłam pierwszy raz pomoc od osób, które znają się na pomocy po stracie bliskich. Teraz już wiem, że mogę sobie pozwalać na bezsilność, na negatywne emocje, bo one są potrzebne, ale muszę żyć dalej, chcę godnie przeżyć życie, bo wiem że nagrodą będzie dla mnie spotkanie z Bogiem, Bratem i Tatą, co jest dla mnie najważniejsze. Straciłam też drugiego Brata bliźniaka Artka - żył jeden dzień i w tej chwili wiem, ze mam trzech Aniołów, które są ze mną w każdy dzień, pomagają mi i czuwają nade mną… .

 
Kalendarium
Dni skupienia
Wsparcie Po Stracie
Wspólny kącik
Szkolenia
© 2017