Strona głównaO mnieMoja historiaForumKontakt
Ogólne pojęcie straty
Czy czas leczy rany
Rola żałoby
Etapy żaloby
Co się dzieje z emocjami po stracie
Jak pomóc osobie osieroconej?
Lista życzeń osieroconcych rodziców
Przydatne linki
Wywiad w Radio Hobby 7.02.2010

Wizyty dzisiaj:13
Wizyty ogólnie:178235
Wiersze Haliny - Mamy Agatki
Moja córcia Panna Agata
Już nie chodzi po ziemi
Po obłokach już lata.
Stoi obok mnie za plecami
Ze swoimi przybocznymi aniołami.
Patrzy z boku - co mama tam pisze
I do snu swego kota kołysze.
Po pokoju chodzi sobie wieczorami
Taka niewidzialna a wciąż z nami.

Siedzę w Twoim pokoju, przy Twoim komputerze
I czy TO naprawdę było, czasem wcale nie wierzę
Na półkach Twoje perfumy, kosmetyki, korale
I tak jakby TO wszystko nie zdarzyło się wcale
Pokój przybrany na Święta, tak jak każdego roku
I wciąż to oczekiwanie na odgłos Twoich kroków
Siedzę w Twoim pokoju, co chwilę wycieram oczy
I myślę, że może dzisiaj znów odwiedzisz mnie w nocy
Tęsknię za Tobą córeńko, tak bardzo mi Ciebie brakuje
I wciąż tylko myśl o Tobie wokół się snuje, się snuje...

I tylko chciałabym wiedzieć
Czy jesteś TAM szczęśliwa
Czy spotkałaś już Dziadka
Czy zima też TAM bywa
I tylko chciałabym wiedzieć
Czy kwiaty TAM ładniejsze
I czy Ci nie przeszkadzam
Tym króciutkim wierszem.

Wieczór, nareszcie cisza
Kot śpi gdzieś na tapczanie
A ja zaczynam znowu
swoje nocne pisanie
Tak lubiłaś wieczory
I uczyłaś się w nocy
Więc myślę, może i teraz
są przy mnie Twoje oczy
Twoje buty na półce
I Twój płaszcz wisi w szafie
A ja się z nimi rozstać
jeszcze nie potrafię
Telefon, w którym tekst "mama"
jest wciąż wpisany tak samo
I ja, która nigdy nie usłyszę już "mamo".

Bądź wola Twoja Panie, bądź wola Twoja...
Już u Ciebie przy boku jest córeńka moja.
Już u Ciebie po łąkach sobie spaceruje.
Kwiaty podziwia, ptaki...
Po Twych ogrodach wędruje.
Bądź wola Twoja Panie, bądź wola Twoja...
Niech tylko będzie szczęśliwa
u Ciebie córeńka moja.

Krzyż na ramiona włożony,
Do drogi przygotowana,
Podnoszę się. Idę powoli
Po śladach swojego Pana.
Podnoszę się bardzo powoli
I ciężar mnie często przygniata.
Upadam co chwilę, lecz wstaję
I idę dalej i dalej...

Zamknąć oczy, nie myśleć.
Nie męczyć się rozmowami.
Zamknąć oczy i usnąć,
Odpłynąć z aniołami.
Zamknąć oczy, nie tęsknić,
Uciekać przed smutkami.
Zamknąć oczy, nie cierpieć,
Schować się między snami.
Już nic nie będzie takie samo...
Choć wstanie słońce, wyjdzie zza chmurki
Już nic nie będzie takie samo...
Bo przecież nie ma tu mojej Córki
Już nic nie będzie takie samo...
Choć uśmiech może kiedyś wróci

Już nic nie będzie takie samo...
Bo moja dusza się nie rozsmuci.

Deszczu krople na oknie
Jak łzy na matczynej twarzy
A ona ciągle nie umie
o córci swej przestać marzyć
Patrzy na deszcz, na ulicę,
na samochody i ludzi
I tak by chciała bardzo
ze snu swoją córcię zbudzić.

Brak Twojego dotyku,
Brak Twojego oddechu,
Brak Twoich opowiadań
I Twojego uśmiechu.
Brak Twoich śmiałych planów,
Twojej w sukces wiary
I spojrzenia miłego
Twoich oczu szarych.
Brak mi jest przytulania,
Twojego gustu dobrego
Brak mi moja najmilsza
wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego...

A potem, kiedy się spotkamy
Znów będziesz dla nas,
My - dla Ciebie.
Będziemy razem szli za ręce.
Po łące, po błękitnym niebie.
Będziemy śmiać się i żartować.
I zrywać kwiaty z ogrodów Pana
I nic nas nigdy nie zasmuci,
Nasza córeńko ukochana.

Moja Agatka była pogodna,
Moja Agatka była wysoka,
Miała blond włosy, grube warkocze
I nie bujała nigdy w obłokach.
Moja Agatka lubiła słońce,
lubiła lody i danonki.
Siedziała zawsze długo w nocy
więc nie wstawała jak skowronki.
Moja Agatka lubiła bardzo
dobre perfumy i kosmetyki.
Lubiła szkołę i naukę
I znała dobrze obce języki.
Moja Agatka była zaradna
I na Allegro handlowała.
Czasem lubiła pobyć sama
I bardzo rzadko narzekała.
Moja Agatka była śliczna
I miała takie piękne plany...
Dlaczego muszę pisać BYŁA
Dlaczego Boże ukrzyżowany

My, matki w czarnych welonach
już do końca swych dni.
My, matki patrzące tak w przeszłość
wciąż łza na rzęsach nam lśni.
My, matki żyjące z dnia na dzień
w tęsknocie za dziećmi swymi.
My, matki nieutulone w boleści
tak bardzo cierpimy, cierpimy...

I ciągle mam ją przed oczami,
I ciągle stoi przy mnie żywa.
Ja wiem, powiedzą mi niektórzy
Ona już teraz jest szczęśliwa.
I ciągle widzę blask w jej oczach,
I to jak bardzo dzielna była.
Jak czule ze mną się żegnała
I to jak bardzo mnie kochała.

I będę zawsze o Tobie myśleć
I zawsze będę o Tobie marzyć
I Twoje włosy z pudełeczka
Będę przytulać do swej twarzy
I będę gładzić Twoje bluzki
Pachnące Tobą, perfumami
Będę ubierać Twoje korale
Będę malować się szminkami
I zawsze będę Ciebie kochać
Tak bardzo, bardzo ponad życie
I będę wciąż za Tobą tęsknić
I będę płakać za Tobą skrycie.

Biała pierzynka za oknem,
biała pierzynka na drzewie.
A moje myśli leniwie
krążą wokoło Ciebie.
I nic się nie chce robić,
I na nic nie mam siły.
Wspominam tylko ciągle
te dni które już były.
Biała pierzynka w ogrodzie,
Dzieci lepią bałwana.
A ja przypominam sobie
Jak Ty to robiłaś kochana...

Agatka - światło moich oczu
i powiew wiatru w upalny dzień
To moja radość, moja nadzieja
moje słoneczko i mój cień
To moja miłość, moje kochanie
Los nam okrutny zesłał rozstanie.

Wielkanoc, wiosna dokoła
Wszystko do życia się budzi
A mi tak czasem trudno
Wyjść z powrotem do ludzi.
Wielkanoc, w sercu nadzieja
Że jednak warto, że trzeba
że Ona - moja Córeczka
Patrzy na mnie tam z nieba.
Wielkanoc, a ona obok
Piekę dla niej mazurki
A Ona się uśmiecha
Z błękitnej, wiosennej chmurki.
Wielkanoc, łzy mam znów w oczach
A Ona tego nie znosi
I o uśmiech, o spokój
myślami swymi mnie prosi.

I jak się modlić mam do Ciebie Panie
Kiedyś mi zabrał moje miłowanie
I jak mam nie mieć żadnych wątpliwości
Kiedyś pozbawił mnie całej radości
I jak mam silną być, jak wierzyć
Pokaż mi Panie, jak to wszystko przeżyć
Pokaż mi Panie, jak mam wyjść do ludzi
Jak się z cierpienia na nowo obudzić
Pokaż mi Panie, podaj swoją dłoń
I moje dziecko w swoim raju chroń.

Jutro rok jak odeszłaś Agatko,
Jutro rok jak odeszłaś kochanie.
A ja ciągle czuję, że jesteś
A ja czekam wciąż na spotkanie.
Jutro rok, to już rok Moje Słońce
A jest tak, jakby wczoraj to było.
A jest tak, że za chwilę powrócisz,
Jakby złego się nic nie zdarzyło.
Jutro rok, a ja tęsknię ogromnie.
Jutro rok, a ja płaczę od rana
I nic, ani nikt moja śliczna
Nie zastąpi mi Ciebie kochana.

Inna swoja innością
Inna swoją rozpaczą
Inna tym co przeżyła
Inna gdy obok płaczą
Inna widzeniem świata
Inna swoimi łzami
Inna od tych co wokół
Inna tęsknotami.

W pamiętaniu, we wspomnieniu,
w rozmyślaniu, w rozmodleniu
W każdej chwili i w oddechu,
W tańcu, w biegu i w uśmiechu
We łzach wszystkich, w kwiatach,
w tęczy, i w tęsknocie , która męczy
wszędzie jesteś, w każdym drgnieniu
We mnie całej, w moim śnieniu
Jesteś zawsze, zawsze będziesz
moja miłość z Tobą wszędzie...

Panie, Panie w niebiosach
Na błękicie rozlanym
Panie z zielonej, kwiecistej
najcudowniejszej polany.
Panie, wołam do Ciebie
Pamiętaj o mojej Agatce
Niech z aniołami szczęśliwa
Przynosi radość Matce
Panie pamiętaj o Oli, o Asi
i Marcinie, niech czas im mija radośnie
w każdej niebiańskiej godzinie
Panie, nasz miłosierny
o Tacie tej z głębin:)pamiętaj,
bo Ona tak w Ciebie wierzy,
miłością uśmiechnięta
Boże mój pięknooki miej blisko siebie
Adasia, Krzysia i brata Maretty
i Filozofa Stasia.
Nie zapomnij mój Boże
o Janku spode Lwowa
i o Amberki rodzicach
I o Pani z Krakowa,
która koty lubiła
tak samo jak moja córka.
Miej w swojej opiece Patrynię,
Czarusia oraz Jurka...
Boże, o wiele nie proszę
Tylko o miłość dla nich
O spokój, szczęście, wytchnienie
wszak nasi ukochani.
Nie zapomnij mój Panie
o mężach Oli, Janiny,
o mężu Pani Irenki...
O Wszystkich z Dorotki rodziny
Dobry nasz Boże miej także
pod swoimi skrzydłami
mamę Basi z Przasnysza,
niech tańczy z Aniołami.
Ne zdołam Boże wymienić
wszystkich w modlitwie z imienia
Lecz wiesz, że mam ich w swych myślach
w prośbach do Ciebie, westchnieniach.
Boże bądź miłosierny, bądź im opoką,
wytchnieniem, radością, miłością,
Powiewem, tęczą i słońca promieniem.
Bądź im ochłodą po pracy,
odpoczynkiem po znoju,
bądź im gwiazdą najczystszą
Oazą ciepła, spokoju...
Mój dobry Panie wierzę,
że modlitwę tę słyszysz, Że miła Twemu sercu,
Pisana w ciszy, w ciszy...

Już spadają córeczko kasztany
I wieczory chłodniejsze córeczko
I już wrzosów w lesie dywany
Już córeczko dni coraz krótsze
Już córeczko smutnieją drzewa
I ja razem z jesienią córeczko
we łzach nowych do Ciebie śpiewam
I ja razem z jesienią przemijam
Coraz krótsza do Ciebie droga
Jednak wstaję codziennie córeczko
I podnoszę się co dnia od nowa
Już kasztany na ziemi córeczko
I niedługo koniec jesieni
Dni za dniami tak szybko mijają
Tylko miłość w jesieni się mieni
Nasza miłość co nie zanika
i nie mija jak pora roku,
nasza miłość córeczko kochana
Nasza miłość, nadzieja, nasz spokój...

Mój list jesienny, z babim latem
i wiatr go niesie tak wysoko
Mój list jesienny złotożółty
znów się unosi ku obłokom
A babie lato takie piękne,
a wrzosy w fiolet wystrojone
I borowiki takie dumne
i Twoje oczy zamyślone
i Twoja buzia uśmiechnięta
i Twoja buzia ukochana
A ja z jesienią na rozdrożu
wciąż nieobecna, zadumana
A babie lato takie piękne
A Ty w jesieni, w jej kolorach
W nitkach utkanych babim latem
i w barwie lasu, w liści wzorach
A Ty w fiolecie wrzosów leśnych
A Ty w złocistych liści lśnieniu
A Ty w mych myślach na okrągło
w każdym uśmiechu, w każdym drgnieniu...

Chrystus przydrożny z podpartą głową
Ze starej lipy wyrzeźbiony
stoi na skraju leśnej drogi
przed siebie w głębię zapatrzony
Chrystus przydrożny, tak mu zimno
nikt ramion płaszczem nie okrywa
nikt kapci mu tu nie przynosi
Siadł na kamieniu, odpoczywa
Siadł na kamieniu zamyślony
I łza za łzą mu z oka leci
Płacze nade mną i nad Tobą
I jasność od łez wokół świeci
I chociaż z drzewa wyrzeźbiony
To się nad nami znów pochyla
I szepcze cicho w tajemnicy
Spotkacie dzieci...jeszcze chwila.

Ach, gdyby niebo było w górze
gdzie oczy idą ku obłokom
Ach, gdyby niebo na błękicie
to by nie było za wysoko
Ktoś by wymyślił jak dolecieć
ktoś by bilety rezerwował...
Ach, gdyby niebo na obłokach
do drogi byłabym gotowa
A niebo takie jest ukryte
choć droga chyba jednak prosta
i błękit pewnie też w tym niebie
Gdzie odchodzimy...aby zostać.

Minuta za minutą
Godzina za godziną...
biegną, biegną...przeminą
I my też przemijamy
nikniemy jak te chwile
Myśl tylko gdzieś zaświta
to już...już...tylko tyle?
A planów było tyle
To już...już jednak trzeba
zostawić mamę tatę
i patrzeć w stronę nieba
obejrzeć się na babcię
pożegnać już się z bratem
z kolegą...przyjaciółmi
i z całym swoim światem
Tak szybko...coś zaczęte
coś w trakcie ...nieskończone
coś napoczęte...w pąku
jak jabłko nadgryzione
jak róża w młodych latach
jak wiosna wpół przerwana
to juz...juz trzeba odejść
w ramiona swego Pana...

Przytul mój Boże, proszę przytul
Każdą we łzach i pogubioną
Przytul mój Boże, proszę przytul
Tę wyciszoną, ukojoną
Pozwól pogodzić się ze światem
Pokaż jak radość dojrzeć trzeba
Okaż nam swoje miłosierdzie
Odsłoń nam Panie skrawek nieba
Utul w ramionach, daj wytchnienie
Daj spokój i chęć dalszej drogi
Wiesz przecież jak rozdarte serce
Wiesz Panie jak splątane nogi
Trzymaj za rękę dobry Panie
Nie zważaj na to, że ktoś krzyczy
Wszak mamy prawo, smutne prawo
Do łez, rozpaczy i goryczy
Nie słuchaj, że ktoś się obraził
Na cały świat, na niebo, Boga
Wiesz przecież jak się trudno rozstać
Wiesz przecież jaka ciężka droga
Posyłaj Panie trochę częściej
Naszych Aniołów osobistych
Niech chociaż takie mamy stamtąd
Nie napisane do końca listy...

W motyla locie po mieszkaniu
w dotknięciach wiatru, w zasypianiu
W uśmiechu nowo poznanego
W listach z drugiego świata końca
Jest Twoja miłość wspierająca
Jest Twa obecność i Twój dotyk
jak ten na ręce zbudzony motyl
I w tym człowieku na wykładach
I w tej co dzwoni by pogadać.
I Bóg się pewnie nie pogniewa,
Że rzadziej mówię o Nim samym
Myślę, że wie jak boli serce
każdej osieroconej mamy.

Całe naręcze jemioły,
jemioły jasnozielonej
ktoś przyniósł żebym
miała wazony zapełnione
Lecz cóż mi po tej jemiole
Ona dla Ciebie by była
pod tą jemiołą być może
całować byś pozwoliła
bo cóż mi po tej jemiole
Ona dla młodej dziewczyny
a tu niespełnione marzenia
niedokończone czyny...
i cóż mi po tej jemiole
leży sobie i czeka
a ja wołam i wołam
Ciebie córciu z daleka
I cóż mi po tych ozdobach
które robię dla Ciebie
nie pochwalisz, nie dotkniesz
chociaż może... tam w niebie
może widzisz, oglądasz
i Bogu pokazujesz...
może jednak się cieszysz
jak mama coś majstruje:)

Ja-matka ze spojrzeniem takim
które ma smutek na samym dnie
Ja-matka, która nie rozpacza
wciąż bezustannie o dziecku śnię
Ja-matka mam dwa światy swoje
jeden dla ludzi wszystkich wokół
a drugi mój, prawdziwy z córką
w tęsknieniu, bólu, na obłoku
Ci co są wokół myślą, dzielna
Myślą, ma siłę nas nie trzeba
Ci co są wokół nie rozumieją
Że będę zawsze bliżej nieba
Ci co są wokół... mimo wszystko
czasem mam jakiś mały żal...
że zapomnieli, poodchodzili
w swe roześmiane, radosne życie
w swoją zamkniętą dla mnie dal.

Nie chodzę na pasterkę...
Już na pasterkę nie chodzę
Nie witam Malusieńkiego
W tę noc mi nie po drodze
Nie witam Go ze śpiewem
Jak kiedyś gdy córka była
Nie witam Go z uśmiechem
I może tym zgrzeszyłam
Nie chodzę w noc wigilijną
do szopy, do kościoła
choć może On pod drzwiami
woła cichutko...mnie woła...
A ja iść nie potrafię
Bo cieszyć się nie umiem
Rozumiesz Boże to przecież
wiem...że ból mój rozumiesz
Więc na pasterkę nie chodzę
bo całą bym przepłakała
a Ty na uśmiech czekasz
gdy w żłobie dziecina mała
I kolędy już inne...
ach jakże inne śpiewam
Dla tych co nieobecni
co mają Twój skrawek nieba
A głosem mojej córki
powietrze drży przy wieczerzy...
drży od jej śmiechu, biegania
a talerz...cóż, pusty leży...
Miejsce naprawdę puste
jak puste nikt pojąć nie zdoła
Więc na pasterkę nie chodzę
choć wiem, że mocno mnie wołasz...

Gdy wbijali mu gwoździe w ręce,
gdy mu nogi do drwa przybijali
Kiedy bok przekłuli mu mieczem
gdy szydzili, pluli, wołali
Mnie tam przy nim wtedy nie było
choć ochrzczona i w wierze chowana
Tak naprawdę mnie przy nim nie było
choć zginałam przed Nim kolana
I nie czułam naprawdę tej trwogi
Nie widziałam jak Matka szlochała
i nie czułam ciężaru tej drogi
choć co roku przy grobie trwałam
Teraz wiem, wszystko wiem...
aż za dobrze... czuję strach
Jego strach przed nieznanym
Kiedy słyszę, ze wisi na krzyżu
jestem z dzieckiem swym ukochanym
Kiedy słyszę, ze wisi na krzyżu
To cierpienie widzę swej córki
W takim czasie zaczęła odchodzić
I jej droga tez była krzyżowa
Kiedy patrzę na krzyż i na Niego
nie potrafię tych wspomnień schować
Kiedy patrzę na krzyż zawsze widzę
swoje dziecko w cierniowej koronie
A ja stoję bezradna pod krzyżem
z żalu, z bólu zaciskam dłonie...

Jak to wszystko Panie wymyśliłeś
Jak misternie wszystko postwarzałeś
Jedną tylko sprawę zaniedbałeś
Tylko o tym Panie zapomniałeś
Gdzie telefon dla nas jest do nieba
Gdzie ten numer żeby z córką porozmawiać
Żebym mogła jej przypomnieć co dzień
Że na siebie w niebie ma uważać
Żebym mogła chociaż raz zadzwonić
I upewnić się czy jest szczęśliwa
Czy na pewno biega po ogrodach
Czy na pewno złote jabłka zrywa
Gdzie ten numer jest do nieba dobry Panie
I w kolejce bym czekała bez szemrania
Żeby tylko móc usłyszeć z tamtej strony
Już niedługo mamuś do spotkania.

 
Kalendarium
Dni skupienia
Wsparcie Po Stracie
Wspólny kącik
Szkolenia
© 2017